- Już się z tobą puściła?! - Ryan pyta się bardzo głośno i słyszę jego obrzydliwie niski ton głosu. Czuję jak ciągnie mnie za nogę i nie mam siły z nim walczyć, staram się go jakoś odepchnąć. Zaczynam bardzo głośno łkać - jest beznadziejna, prawda?!
Czuję jak Ryan puscza moją nogę, więc szybko zakrywam podwiniętą sukienką moje ciało. Przez łzy widzę jak Shawn uderza z pięści w twarz Ryana. Zamykam oczy i nie oglądam tego. Zamiast tego rozryczałam się na dobre. Słyszę jakby przez mgłę głos Shawna i Ryana więc otwieram oczy i widzę, że mój były kuli się i ucieka. Shawn od razu klęka koło mnie.
-Co....- mówi coś jeszcze, ale nic nie rozumiem. Zamiast tego próbuję wstać, ale Shawn nie pozwala mi tego zrobić. Za chwilę słyszę jego głos, już bardzo wyraźnie - pójdziemy do mojego samochodu, dobrze?
Kiwam tylko głową i próbuję wstać. Kolana strasznie mnie bolą od próby ucieczki, a także chwytu Ryana. Opieram się o Shawna i wiem, że nie dam rady sama dojść do auta.
- Zaniosę cię, okej? - pyta, a ja powtórnie kiwam głową. Bierze mnie na ręce, a ja opieram głowę na jego klatce piersiowej. Dopiero teraz widzę jak jest umięśniony i wysportowany. Jestem lekka, jak nie bardzo lekka, więc nie ma problemu by mnie zanieść. Siadam z przodu i zapinam pasy. Shawn siada na miejscu kierowcy i podaje mi chusteczki.
- Teraz pojedziemy do mnie do domu. Tam moi rodzice zadzwonią do twoich - mówi.
- Nie chcę, żeby wiedzieli - udaje mi się cicho wypowiedzieć te słowa.
- Oczywiście, że się nie dowiedzą jeśli tego nie chcesz. Wymyślę coś - uśmiecha się i za chwilę poważnieje - coś ci zrobił?
- N-nie - mówię i znowu zaczynam łkać - gdyby nie ty....
- Gdybym cię odwiózł to nic by się nie stało. Nie chciałem ci tego proponować, bo widzę, jak jesteś sceptycznie do mnie nastawiona i widziałem jak Ryan cię traktuje. Obawiałem się, że jeśli się dowie, że cię odwiozłem to coś ci zrobi.
- Jak on mógł - szepczę - ty się obwiniasz winą, a to wcale nie jest twoja wina i sprawa. Wmieszałam cię w to, przepraszam, nie chciałam. Gdybyś słyszał co mówił to zrozumiałbyś, że to wcale nie jest twoja wina.
- I na pewno nie twoja - patrzy na mnie ze zmartwieniem - mam nadzieję, że się nie obwiniasz?
- Nie chciałam się z nim przespać - opieram głowę o zagłówek. Nie zwracam uwagi na to, że powiedziałam to komuś tak naprawdę nieznajomemu - Boże, to takie idiotyczne!
- Csii, już jest dobrze. Tak się bałem, że nie zdążę, pomimo, że to był dosyć krótki dystans. Gdyby zrobił ci większą krzywdę, w życiu bym sobie nie wybaczył.
Nie odpowiadam i patrzę na budynki, które mijamy. Zadaje mi pytanie czy w końcu się rozchorowałam. Poczułam się wtedy źle, bo jego towarzystwo mnie...drażniło? Nic nie mówię, a on opowiada różne historie by tylko mnie czymś zająć.
Gdy dojeżdzamy do jego mieszkania powstrzymuję płacz, a przynajmniej się staram. Przed wejściowymi drzwiami się zatrzymujemy.
- Mój pokój znajduje się na końcu korytarza. Idź tam, a ja powiem, że cię przycisnęło czy coś - uśmiecha się, próbując mnie podnieść na duchu. Otwiera drzwi, a ja szybko biegnę przez korytarz, krzycząc dobry wieczór. No, mam nadzieję, że zabrzmiało to jak dobry wieczór, a nie jak dziejoeoedpo. Wchodzę do jego pokoju. Jest dosyć duży, wyklejony plakatami oraz obrazami, w rogu stoi gitara. Ma też dużą kanapę, łóżko, biurko, szafę, telewizor. Ładny, ale zwyczajny. Siadam na brzegu kanapy i czekam na Shawna. Wchodzi po chwili i podaje mi kubek gorącej czekolady. Przez ten czas zaściela łóżko i pokazuje, żebym usiadła na nim. Zbliżam się niepewnie i siadam. Ma bardzo wygodne łóżko.
- Pooglądamy Harrego Pottera? - pyta. Kiwam głową.
Oglądamy pierwszą część. Widać, jak jest zafascynowany i nawet nie zwraca uwagi na to, że mija kolejna godzina. Zaczynam znowu szlochać, ale próbuję robić to bardzo cicho, by nie usłyszał. Dosłownie dławię się łzami i szlochem. Shawn spogląda na mnie i od razu mnie przytula. Gdybym nie była w takim stanie, uderzyłabym go i zbluzgała. Ale nie teraz. Odwzajemniam uścisk i mocno wtulam się wjego klatkę piersiową. Po kilku minutach się uspokajam, a on podaje mi chusteczki.
- To co on chciał mi zrobić jest obrzydliwe - staram się mówić wyraźnie - nie wiem, co w nim widziałam.
- Był naćpany - mówi Shawn.
- Nie próbuj go usprawiedliwiać! Zaraz, skąd ty wiesz jak wygląda człowiek naćpany? - pytam się z podejrzliwością.
- Nie usprawiedliwiam - uspokoja mnie - po prostu mówię, że był naćpany więc miał przypływ odwagi. Nie patrzył na to jak to może się skończyć. Znałem ludzi, którzy brali narkotyki. I nie, nie częstowałem się nimi. Uważam, że to ohydne i nie jest to dobrym rozwiązaniem problemów.
Patrzę na zegarek i jest już po dwudziestej pierwszej.
- Muszę iść do domu.
- Możesz zostać - mówi.
- Że co? Jutro jest szkoła, ja nie mogę - tłumaczę się.
- Pogadam z rodzicami żeby zadzwonili do twoich i powiedzieli, że projekt nam się przedłuży. Bez sensu jest jeździć nocą po mieście, a twoi rodzice mogą dać twojej przyjaciółce lub przyjacielowi ubrania na jutrzejszy dzień. Zresztą, nie możesz zostać sama w takim stanie.
- No...dobrze, jeśli nie będę sprawiać problemu - przekonał mnie.
Shawn wychodzi z pokoju i wraca po pięciu minutach z kanapkami.
- Zgłodniałaś? - pyta się.
- Trochę - widzę ten jego cwany uśmiech. Przewracam oczami i wycieram łzy, które mimowolnie wydostały się z moich oczu. Częstuję się kanapkami. Nie rozmawiamy w ogóle, a w tle leci Harry Potter. Po chwili olśniewa mnie.
- Ja nawet nie mam piżamy! Nie będę spała w ubraniach, gdyby moja mama zobaczyła pogniecioną sukienkę... Dobrze, że się nie pobrudziła aż tak.
Shawn wstaje z łóżka i wyjmuje swoją bluzkę, krótkie spodenki treningowe i mi je podaje.
- Są wyprane - śmieje się, gdy widzi moje zdziwienie. Wącham je.
- Dlaczego w takim razie pachną twoimi perfumami, a nie proszkiem? - marszczę brwi, a on śmieje się jeszcze bardziej. Ma taki piękny śmiech. To znaczy brzydki.
- Zawsze po praniu psikam je swoimi perfumami, takie przyzwyczajenie. Jak wyjdziesz z pokoju, idź prosto i po prawej stronie będą drzwi z narysowanym kiblem. To dzieło moje i mojej siostry - spogląda na moje nogi - zapomniałem o tym całkowicie. Woda utleniona stoi na wierzchu, weź ją i przemyj sobie rany. Iść z tobą? Nie chcę, byś czuła się niekomfortowo.
- Poradzę sobie - mówię i wstaję, przy okazji biorąc ubrania Shawna, które mi podał, a ja je odłożyłam.
Idę przez korytarz i widzę panią Mendes.
- Dobry wieczór słoneczko - mówi i przytula mnie.
- Dobry wieczór, pani Mendes - uśmiecham się delikatnie.
- Nie pani Mendes, tylko Karen. Tak mam na imię i nie musisz mnie postarzać, mówiąc pani - śmieje się i za chwilę zmienia się w troskliwą mamusię - co masz takie sińce pod oczami? Źle się czujesz?
- Jestem zmęczona, po prostu. Właśnie idę pod prysznic. Mam nadzieję, że to nie kłopot, że tu zostaję?
- Oczywiście, że nie! Jak chcesz to możesz do nas przychodzić codziennie, jesteś taka milusia, a Shawn opowiada o tobie same dobre rzeczy! Jest zachwycony nową klasą i twoją postawą w stosunku do niego!
Zawstydzam się, bo moja postawa wobec Shawna nie była dobra dopóki to się nie wydarzyło. Oczywiście, jak coś złego się dzieje, to jestem milusia. Przypominam rozpuszczoną dziewczynkę. Z opresji przed odpowiedzią ratuje mnie tata Shawna, wołając Karen do kuchni.
- Już idę, Manny! - odpowiada Karen i przytula mnie na pożegnanie, a następnie udaje się do kuchni.
W łazience przemywam rany oraz myję zęby, ponieważ Shawn przed moim wyjściem z pokoju powiedział co i gdzie mogę znaleźć oraz wziąć. Wchodzę pod prysznic i myję porządnie ciało by pozbyć się uczucia dotyku Ryana. Wycieram się w ręcznik, który wyjęłam z szafki. Mendesowie mieli wszystko w zapasie, dosłownie, wszystko czego potrzebowałam znajdowało się tutaj. Podubieram bieliznę i na to ubrania Shawna. Bluzka jest za duża, a spodenki spadają mi w pasie, ale na szczęście mają sznureczek, który mocno zawiązuję. Następnie podsuszam włosy i patrzę na swoje odbicie. Gdyby moja matka zobaczyłaby mnie w takim stanie, zabiłaby mnie. "Jak ty masz czelność wychodzić tak ubrana do ludzi?!" "Jak możesz wyjść z takimi włosami?! A twoje cienie pod oczami?! Nie wyjdziesz, dopóki nie poprawisz makijażu!". Milion komentarzy na temat mojego wyglądu. Żadna więź mnie z nią nie łączy i bardzo się z tego się cieszę. Nie muszę spędzać z nią zbyt dużo czasu więc jest to baardzo duży plus.
Biorę wszystkie swoje rzeczy i udaję się szybko do pokoju Shawna.
- Wygodnie ci? - pyta się.
- Jasne, bardzo dziękuję - uśmiecham się delikatnie - gdzie mam spać?
- Na łóżku. Ja będę spał na kanapie, bardzo ją lubię, częściej tam śpię niż na łóżku - wiem, że kłamie i nie chce, żeby było mi głupio. Jeszcze przez chwilę się z nim spieram, ale poddaję się po momencie i wchodzę pod kołdrę. W tym czasie on idzie pod prysznic i zostawia mnie samą z myślami. Chcę o dzisiejszym incydencie zapomnieć. Po chwili Shawn wraca. Ma na sobie spodenki i bluzkę, chyba w ogóle nie nosi piżam. Jego ubrania naprawdę bardzo ładnie pachną, przez ten cały czas uspokajałam się jego perfumami.
- To co, idziemy spać? - pyta się i ukazuje swoje proste proste zęby.
- Mógłbyś mi coś zaśpiewać, proszę?
Shawn jest zdziwiony, ale siada na krańcu łóżka i śpiewa kilka piosenek. Tak cicho to robi, że powoli zasypiam. Udaje mi się usłyszeć jeszcze, że w razie czego mam go budzić. Odpowiadam dobranoc i zasypiam.
***
Czuję, jak mnie dotyka. Chwyta moją sukienkę i ją podwija, a następnie śmieje się w niebogłosy. Zaczynam krzyczeć i płakać, jego dotyk mnie bardzo boli, jakby przyłożył mi żelazko do skóry.
- Madison, Madison - słyszę szept.
Nie wiem skąd pochodzi, ale powoli się uspokajam. Jednak Ryan nie przerywa i teraz mnie bije. Zrywa ze mnie sukienkę.
Budzę się i rozglądam po wnętrzu. Boże, to był tylko koszmar. Nagle widzę jakąś postać przede mną i chcę zacząć krzyczeć, ale rozpoznaję głos.
- Spokojnie, to ja - mówi Shawn - nie bój się, to był tylko koszmar.
Trzęsę się ze strachu. Shawn otacza mnie swoimi ramionami.
- Nie zasnę - szepczę.
- Spokojnie, po prostu zamknij oczy i spróbuj myśleć o czymś dobrym - odpowiada.
- Shawn, czy mógłbyś spać ze mną? - pytam się cicho, ale wiem, że usłyszał.
- Jesteś pewna?
Kiwam głową i czuję, jak Shawn wchodzi pod kołdrę. Jest cały zestresowany, czuję jego napięte mięśnie. Nie chce, żebym poczuła się jakby był tu Ryan. Podsuwam się do niego i mocno się przytulam. Po chwili nadchodzi błogi sen.
***
Otwieram oczy i siadam ze zdumienia. Jest już siódma dwadzieścia. Rozglądam się wokół i nie widzę nigdzie Shawna. Przeciągam się i wstaję. Po chwili do pokoju wchodzi Shawn i się uśmiecha.
- Mam nadzieję, że się choć trochę wyspałaś. Twój tata postanowił, że przywiezie ci rzeczy - i tu pokazuje na torbę leżącą pod biurkiem - śniadanie już czeka.
- Czemu mnie tak późno obudziłeś? - pytam się z lekką irytacją w głosie.
- Zdążysz się zebrać, zresztą, nie musimy iść na pierwszą lekcję. Czekam w salonie - mówi i wychodzi z pokoju, przy okazji zamykając drzwi.
Wyciągam ubrania z torby i widzę, że na szczęście tata podczas zapewnej nieobecności mamy spakował mi czarne rurki i moje vansy. Dziękuję w myślach ojcu za to, że o tym pomyślał. Biorę czystą bieliznę oraz pudrową, zwykłą bluzkę i udaję się do łazienki. Tam przebieram się szybko, rozczesuję włosy i myję zeby. W salonie jestem po dziesięciu minutach. Wita mnie mama Shawna.
- Dzień dobry, mam nadzieję, że dobrze ci się spało! Czasem Shawn tak chrapie, że nie da się zasnąć - śmieje się Karen.
- Dzięki mamo - mówi Shawn, opierając się o framugę drzwi. W ogóle nie jest zażenowany tym, że spaliśmy w jednym łóżku. Dobra, nic nie robiliśmy, ale ja z Ryanem nigdy nie siedziałam nawet na łóżku, bo od razu myślałby, że to jakaś propozycja.
Jem śniadanie w pośpiechu i widzę, jak Shawn uśmiecha się pod nosem.
- No co? Nie chcę się spóźnić, mamy dzisiaj przedstawiać - mówię i szybko wycieram usta. Odnoszę talerz do kuchni i dziękuję za pyszne naleśniki. Chcę pozmywać, ale Manny mnie zatrzymuje i mówi, że sam to zrobi.
Karen podwozi nas pod samą szkołę, życząc nam miłego dnia. Mam na sobie jeszcze bluzę Shawna, a wszystkie rzeczy z wczorajszego dnia włożyłam do torby, którą przywiózł mi tata. Upycham ją do szafki, uprzednio wyjmując książki, które dzisiaj są mi potrzebne i wciskam je do mojej torebki. Shawn ciągle ze mną jest i czeka na mnie. Idziemy przez korytarz i dziękuje mu za to, co dla mnie zrobił.
- Madison - słyszę głos. Zamieram w miejscu, a moje serce zaczyna szybko bić. Patrzę z przerażeniem na Shawna, który stoi u mojego boku, ale on patrzy na punkt obok mnie. Przede mną, po mojej lewej stoi Ryan. Przez chwilę robi mi się go szkoda, bo widzę jego pokiereszowaną twarz, ale za chwilę przybieram obojętną minę, choć w środku jestem bardzo zestresowana.
- Nie chcę z tobą rozmawiać - mówię i przybliżam się do Shawna. Czuję się bezpieczniej, kiedy jest bliżej mnie. Nie jest pewny co ma zrobić, bo nie chce, żeby Ryan miał kolejny napad złości z powodu obecności Shawna obok, ale za chwilę obejmuje moje ramiona ręką, tak jakby chciał odgrodzić mojego byłego ode mnie.
- Porozmawiaj ze mną, proszę - pierwszy raz widzę skruszonego Ryana. Wow. Nawet jeśli potrafi się opanować przy obecności innego chłopaka obok mnie, nie mogę go wysłuchać. Shawn chyba dochodzi do tego samego wniosku, bo patrzy na mnie pytająco, a ja kiwam głową. Idziemy do przodu, a Shawn mnie puszcza. Utrzymujemy pomiędzy sobą odległość.
- MADISON! - krzyczy, a ja mimowolnie się odwracam - ZACZEKAJ! KOCHAM CIĘ! - mówi, a ja nie wiem co się dzieje wokół.
***
Czekam na następny:)
OdpowiedzUsuńKolejny świetny rozdział, nie mogę się doczekać następnego!
OdpowiedzUsuńAgata
Supeeer!:)
OdpowiedzUsuńJak zwykle świetny :)
OdpowiedzUsuńNie no skarbie rozpierdalasz ;*
OdpowiedzUsuń