czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 12

- Claire Mohans - mówię szybko, a znudzona recepcjonistka przeżuwa gumę.
- Jeszcze raz? - pyta, mlaskając. Mam ochotę strzelić jej w twarz.
- Claire MOHANS, do kurwy nędzy! W jakiej sali jest?! - wiem, że nie powinnam się tak unosić, no ale kurwa, zaraz jej guma będzie na mnie, tak ją żuje.
- Spokojniej - odpowiada, ale widzę, że lekko się speszyła - bo zawołam ochronę.
- Zaraz kurwa ja zawołam tą zasraną ochronę, jak mi nie powiesz gdzie leży moja przyjaciółka!
- Sala numer trzydzieści dwa, prosto, na prawo i ostatnie drzwi po lewej stronie.
Przed salą widzę Shawna, który siedzi na ławce. Podnosi głowę kiedy mnie widzi, a ja nie mogę już wytrzymać. Wybucham płaczem i rzucam się w jego ramiona. Mimo naszej kłótni przytula mnie, dzięki czemu czuję się bezpieczniej. Potrzebuję chwili by się uspokoić, a on dobrze o tym wie. Po kilku minutach odzywam się.
- Czy mogę do niej wejść? - pytam się.
- W tej chwili jest w śpiączce - mój oddech zamiera - będzie dobrze, chodź, porozmawiasz z lekarzem. Mi niczego nie chciał powiedzieć.
Wraz z Claire upoważniłyśmy się wzajemnie do posiadania takich danych. Razem ćpając wiedziałyśmy, że będzie to kiedyś potrzebne, chociaż bardziej się spodziewałam wezwania lub potrzeby wglądu do tego typu rzeczy z powodu zapaści, a nie cholernego wypadku. Shawn prowadzi mnie do pokoju lekarza prowadzącego obserwację Claire. Pukam i wchodzę do pomieszczenia.
- Dzień dobry, Madison Vallence - przedstawiam się - przyszłam tu w sprawie Claire Mohans.
- A dzień dobry, Poun Less - odpowiada i kiwa głową - niech pani usiądzie, a pański przyjaciel zaczeka za drzwiami - Shawn zamyka drzwi i czeka na korytarzu, a doktor kontynuuje - Claire miała wypadek samochodowy. Prowadziła samochód na szosie, gdy wjechała na inny pas, a następnie zjechała z drogi i uderzyła w drzewo - marszczę brwi ze zdziwienia, ponieważ coś mi się nie zgadza. Claire i prowadzenie samochodu? Póki co nie wnikam, tylko słucham dalej - Claire ma poważne uszkodzenia mózgu, a także ma liczne złamania. Jest w śpiączce, co pewnie pani wie. Prowadziła samochód pod wpływem narkotyków. Przyjaciel Claire miał więcej szczęścia, ma tylko kilka nieszkodliwych złamań oraz jest przytomny.
Doktor Less daje mi chwilę na przyswojenie informacji. Claire na trzeźwo zawsze się wystrzegała prowadzenia samochodu, a co dopiero po zażyciu narkotyków.
- Chwila, chwila. Jaki przyjaciel? - pytam i patrzę zdziwiona na rozmówcę.
- Niejaki Brown Chens, ale nie powinienem tego pani mówić. On także był pod wpływem narkotyków, tyle że to nie on był kierowcą - powoli zaczynam łączyć fakty. Wstaję i opieram się o biurko.
- I jest przytomny, tak?
- Tak, przecież pani mówiłem.
- A kto zadzwonił po pomoc?
- Jacyś przejezdni kierowcy - mówi, a ja siarczyście przeklinam pod nosem.
- W jakiej sali jest Brown?
- W sali sto pięć, inny oddział - odpowiada - niech pani da mu odpocząć - patrzy się na mnie z ukosa.
- Dziękuję - szepczę i wybiegam z pomieszczenia. Moje zdenerwowanie osiągnęło najwyższy poziom. Szukam tej sali, a Shawn biegnie za mną. Nie słucham go, więc nie wiem co mówi.  Gdy znajduję się przed salą Browna, nie pukam tylko wchodzę i widzę, że Bay siedzi przy jego łóżku. Staram się nie zwracać uwagi na dziwne spojrzenie Baya.
- Ty pierdolony chuju! - krzyczę i podchodzę bliżej łóżka, a Shawn zamyka za nami drzwi oraz stara się mnie uspokoić poprzez dotyk, ale zrzucam jego ręce z moich ramion - jak mogłeś jej coś takiego zrobić?! Niech cię kurwa szlag trafi!
- Madison! - Bay wstaje i odgradza mnie od łóżka jego przyjaciela - byli tam razem! Jak możesz oskarżać go, kiedy to jeszcze twoja koleżanka prowadziła samochód?!
- Tak?! - spluwam i odsuwam ręką Baya - to niech ci kurwa powie prawdę! Claire, nigdy, ale to przenigdy nie wsiadała do auta jako kierowca pod wpływem narkotyków! Czasami nawet nie jechała jako pasażer, tak się bała! A ty ją kurwa przesadziłeś! Z miejsca pasażera na miejsce kierowcy! To ty prowadziłeś samochód! Tak się boisz odpowiedzialności za swoje czyny?! ONA MOŻE UMRZEĆ PRZEZ CIEBIE! - wrzeszczę, a Brown wygląda na przestraszonego.
- O co ci chodzi? Ona była kierowcą - duczy, ale widzę. Widzę to w jego oczach. W jego pierdolonych oczach, których nie powinnam widzieć. Tu powinna być Claire, oddychać sama i  ze mną rozmawiać, a nie on.
- Życzę ci, żebyś zdechł! Ty pierdo...- nie mogę dokończyć, bo Shawn siłą wyciąga mnie z pomieszczenia. Na korytarzu ciągle próbuję mu się wyrwać - puść mnie! PUŚĆ! ZABIJĘ GO! ZABIJĘ TEGO... -  Mendes zakrywa moje usta swoją dłonią.
- Nie mów tak - patrzy na mnie spod byka - nie powinnaś tak mówić, nie wiesz jak było - staję jak wryta, a on mnie puszcza.
- Jak możesz tak mówić - cedzę - ten pierdoleniec prawie zabił moją przyjaciółkę, jest w ciężkim stanie, nie wiadomo czy wyjdzie z tego, a ty go bronisz!
- Bo nie wiesz jak było, myśl racjonalnie!
- Wiem jak było. Znam ją i wiedziała, jak to mogłoby się skończyć. Nie jest taka tępa jak myślisz! - spluwam - zostaw mnie w tej chwili. Idę do Claire, i jak kurwa mać zobaczę cię za mną, to krzywdę zrobię nie tylko Brownowi, ale też i tobie - ostrzegam i kieruję się w stronę sali Claire. Pukam do jej drzwi, a po chwili wchodzę. Nie wiem, czy oczekiwałam odpowiedzi z jej strony.
Jej salka nie jest za duża. Ma tutaj jeszcze dwa puste łóżka, jest podpięta do różnych urządzeń. Cały pokój jest niebieski, zaczynając od podłogi i ścian, kończąc na dodatkach. Siadam na niebieskim taborecie, a z pokoju obok spogląda przez szybkę jakaś pielęgniarka. Słyszę tylko pykanie oznaczające, że oddycha. Delikatnie chwytam jej rękę. Jej twarz jest sina, a dłoń zimna. Czuję, jakby była martwa.
Myśli przechodzą przez moją głową. Pierwszy wspólny wypad za miasto, pierwsza nocka, pierwsze ćpanie, picie, palenie. Nie miała planów. Ale była. Po prostu była. Taka głupia Claire, która mnie wspierała swoją głupotą. Jej ręce, zawsze ciepłe, oplatały moje i szłyśmy przez miasto, jakbyśmy były parą.  A teraz leży przede mną. Naga, zimna, jakby nieżywa. Mimo wszystkich wspólnych chwil nigdy jej nie powiedziałam, ile dla mnie znaczy. Postanawiam jej opowiedzieć wszystko po kolei. Gdy kończę, mówię coś, czego nigdy nie planowałam, bo po co?
- Jesteś moją siostrą. Kocham cię, Claire. Chcę, żeby wszystko było dobrze, pomogę ci. Tylko proszę - szepczę, a moje łzy spływają na jej dłoń, którą teraz mam przy ustach - nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie tu samej.
W tej chwili respirator zaczyna piszczeć. Z pokoju pielęgniarek dochodzą do mnie tylko te słowa.
- Doktorze! Serce Claire przestało bić! Trzeba przystąpić do reanimacji! - a następnie zaczynam ryczeć, szlochać i nie wiem co się dzieje wokół.