- Muszę iść - mówię cicho i przedzieram się przez tłum, który znajduje się w głównej sali, ponieważ bardzo szybko ruszyłam. Ciągle płaczę. To wszystko mnie przerasta. Czuję, że ktoś za mną idzie i jestem przekonana, że to Shawn. Kilka razy zostaję odepchnięta przez ludzi, ponieważ w ogóle nie zwracają na mnie uwagi i idą jak chcą. Wychodzę z budynku i słyszę głos Shawna. Zatrzymuję się i odwracam w jego stronę.
- Co się stało? - pyta - odwiozę cię, chodź do mojego samochodu.
- ZOSTAW MNIE! - wrzeszczę - NIE WIDZISZ, ŻE TO WSZYSTKO PRZEZE MNIE? - wznoszę sfrustrowana ręce do góry i jeszcze bardziej płaczę oraz już przyciszam głos - Ryan chce popełnić samobójstwo. Boże - zakrywam rękoma moją twarz i czuję jak Shawn chwyta mnie za rękę i ciągnie za sobą.
- Nie możemy tak stać. I przestań obwiniać siebie - mówi zdecydowanie i wyraźnie. Wyrywam rękę z uścisku.
- Już wiesz, dlaczego cię unikałam? - pytam - to wszystko co się z nim dzieje to moja wina. Nie chciałam cię w to mieszać, a oczywiście to się nie udało. Nic mi się nie udaje, spójrz na to co się stało niedawno.
- Przestań - odpowiada i ponownie chwyta mnie za rękę, a ja się nie opieram - pytałem się o adres, a nie o to, czy chcesz mnie w to mieszać czy nie.
Idę za nim i wsiadam do jego samochodu. Szybko podaję adres, a Shawn rusza.
- Wiesz w ogóle gdzie to? - połykam gulę, która stanęła mi w gardle. Mam nadzieję, że zrozumiał o co pytam, ponieważ głos mi się łamał za każdym razem, kiedy uświadamiałam sobie co się dzieje.
- Tak, powinniśmy być za dziesięć minut, postaram się jechać szybciej - mówiąc to, chwyta moją rękę, która leży na podparciu, a za chwilę ją puszcza.
Gdy dojeżdżamy na miejsce, szybko wyskakuję z auta i udaję się w stronę budynku. Gdy próbuję wejść do góry, zatrzymuje mnie policjant.
- Nie może pani w tej chwili wejść, przepraszamy - mówi - mieszka tu pani?
- Niech pan mnie puści, jestem dziewczyną Ryana - cedzę i ledwo co przez gardło przechodzą mi te słowa, ponieważ pomimo, że nie był najlepszym chłopakiem, to jednak był moim dobrym kolegą. Policjant puszcza mnie wolno, a ja odwracam się do Shawna, który znajduje się za mną - nie idź ze mną. Gdy ciebie zobaczy, wolę nie myśleć.... - Shawn jedynie kiwa głową i pokazuje, że będzie tu na mnie czekał.
Nie czekam dłużej. Szybko biegnę do windy i wybieram przycisk na dziesiąte piętro. Dużo lokatorów wychodzi ze swoich mieszkań zobaczyć co się dzieje, ale policja próbuje ich zatrzymać. Że musiał wybrać sobie budynek mieszkalny... Winda się zatrzymuje, a dla mnie minęło dziesięć tysięcy godzin od kiedy wsiadłam do niej, ale zapewne trwało z dwadzieścia, trzydzieści sekund. Wchodzę po drabinie na dach i widzę dużo policji oraz Claire. Ta szybko podbiega do mnie.
- Panie komisarzu, to właśnie ta Madison - łka - Ryan jest tam - pokazuje i widzę postać, która stoi za barierką i wychyla się - nikomu nie pozwala podejść, mówi, że chce z tobą porozmawiać.
Kiwam głową i biorę głęboki oddech. Idę powoli w jego stronę i widzę, że Ryan mnie zauważył. Nigdy nie byłam dobra w rozmowach, a szczególnie z przyszłymi samobójcami. Dobra, nigdy nie miałam styczności z samobójcami i mam nadzieję, że on też nim nie będzie.
- Madison - mówi, a moje serce pęka na milion kawałeczków pod wpływem bólu, który widzę w jego oczach - Madison...
- Ryan, cicho, już jestem - podchodzę bliżej i bliżej.
- Nie podchodź - warczy - powiedz, czy ty kiedykolwiek mnie kochałaś?
- Jasne, że tak - mówię i krzywię się, bo wiem, że nie zabrzmiało to prawdziwie.
- Łżesz - cedzi - dlaczego? Dlaczego mnie nie kochasz?
- Pokoochałam ciebie nieagresywnego. Było go tak mało, że moja miłość nie mogła być wielka i aż tak bardzo widoczna.
- Dałem ci wszystko - mówi i patrzy na mnie złowrogo. Tak bardzo to boli - a jak skończę? Skacząc z dachu, bo nie potrafiłaś docenić tego co robiłem.
- Nie potrafiłeś... - zatrzymuję się, bo wiem, że jedno słowo za dużo, a skoczy, więc zmieniam taktykę i próbuję opanowywać łzy - widzisz? Płaczę, bo tak cholernie się o ciebie boję. Wiesz ilu ludzi teraz ryczy, bo tu jesteś? Obiecuję, że jeśli nie skoczysz, możemy wszystko naprawić. Jesteś dla mnie ważny. Potrafię ci wszystko wybaczyć, wybacz mi to, że ciebie nie doceniałam.
- Wróciłabyś do mnie? - pyta się i widzę, że jego oczy zaczynają świecić.
- Wróciłabym - mówię i robię powolne ruchy w jego stronę - zrobię wszystko, żebyśmy mogli być razem.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Proszę, przytul mnie - szepczę i czekam na jego reakcję. Rozgląda się wokół i przekłada jedną nogę przez barierkę, a następnie drugą. Łkam i biegnę by go przytulić. Mocno mnie obejmuje.
Czuję, jak ktoś mnie od niego odrywa i patrzę jak policja chwyta i zakuwa go w kajdanki. Nie wytrzymuję i zasłaniam ręką usta, by nikt nie usłyszał mojego łkania. Upadam na kolana i czuję, że ktoś mnie obejmuje.
- Ciii, już dobrze - Claire upada koło mnie i delikatnie mnie przytula. Zanurzam się w jej dekolt i zaczynam głośno płakać - dobra robota. Wiesz, podobno będziemy mieli wszyscy spokój. Prawdopodobnie będzie umieszczony w ośrodku psychiatrycznym. To on jest chory. To nie jest twoja wina, proszę, nie obwiniaj się - chwyta mój podróbek w rękę i patrzy na moją reakcję. Delikatnie kiwam głową i przytulam ją mocno - chodź, policja cię przesłucha i pojedziemy do ciebie i obejrzymy jakiś super film - szepcze mi do ucha. Posłusznie idę za nią.
Przesłuchanie trwało około dwudziestu minut, na szczęście nie targali mnie nigdzie i na żadne badania do szpitala, bo w karetce mnie przebadali i tylko zapytali, czy potrzebuję konsultacji z lekarzem. Odmawiam, ponieważ czuję, że dam radę. Zniosłam wszystko to co się działo wcześniej to dam radę i teraz. Gdy wychodzę z karetki, Claire ciągle przy mnie jest i kierujemy się w stronę samochodu Shawna. Shawn czeka na nas zaraz przy taśmach ostrzegawczych, które zresztą policja zwija. Podchodzi do mnie i mocno przytula, a ja odwzajemniam uścisk.
- Odwieziesz nas do niej? - pyta się Claire. Shawn mnie puszcza i kiwa głową. Siadam na tylne siedzenia samochodu z Claire.
- To już koniec - szepczę. Kieruję te słowa do Shawna i na szczęście zrozumiał co powiedziałam.
- Wszystko będzie dobrze - mówi i włącza radio bym się odrobinę rozluźniła. Gdy znajdujemy się pod moim blokiem, wychodzę z samochodu i okrążam samochód, by znaleźć się przy drzwiach kierowcy. Czekam aż Shawn wyjdzie, a gdy to robi, przytulam go mocno i krótko.
- Dziękuję za wszystko i przepraszam.
Zanim zdąży coś odpowiedzieć, szybko idę po schodach i za chwilę dogania mnie Claire.
- Kochanie - mówi przyciszonym głosem - nie wiem czy to dobry pomysł, żebym....
- Przestań. Gdyby nie ty to bym wpadła w depresję, gówno mnie obchodzi moja matka. I proszę, nie przejmuj się nią.
Wchodzimy do mieszkania i słyszę głos matki z salonu, a za chwilę zjawia się tuż przede mną.
- Miałaś zostać na spotkaniu! Na pewno jeszcze się nie skoń... - spogląda za mnie i mierzy wzrokiem Claire - a co tu to dziwadło robi u nas w domu?!
- Nazywam się Claire - moja przyjaciółka mówi głośno i wyraźnie, aż tata przychodzi do przedpokoju - nie jestem żadnym dziwadłem. O mało co nie zdarzyła się tragedia związana z naszym chorym przyjacielem, ale oczywiście pani nie jest tym zainteresowana - podaje rękę mojemu tacie - Claire. Możemy udać się już do pokoju Madison? Jakby pan byłby miły przygotować dla niej coś ciepłego do picia i jedzenia, ja też chętnie zjem - mówiąc to, mam ochotę zachichotać. Nawet w takim momencie potrafi coś zjeść. Nie czekając na reakcję rodziców, ciągnie mnie do mojego pokoju i zamyka za nami drzwi, ale jeszcze na chwilę wychyla głowę i krzyczy do mojego taty - proszę pana, niech pan zapuka dziesięć razy do drzwi, bo zamykamy je na klucz. Proszę się o nic nie martwić, sytuacja jest stabilna - a następnie przekręca zamek w drzwiach i udaje się do mojej łazienki.
- Chcesz się wykąpać? - pytam i marszczę czoło, ponieważ słyszę lejący się strumień wody.
- Gdzie masz olejek eteryczny? - nie odpowiada na moje pytanie.
- W szafce nad umywalką po lewej stronie u góry.
Po chwili wychodzi z łazienki i zaprasza mnie gestem do łazienki. Wchodzę i uśmiecham się pod nosem, bo przepięknie pachnie wanilią, a na wannie poustawiała świeczki. Słyszę pukanie, ale Claire mnie wyprzedza. Ponownie wchodzi do łazienki, ale z tacą na której są sandwiche i dwa kubki gorącej czekolady. W myślach dziękuję ojcu za to, że przynajmniej on rozumie. Wyciągam piżamę z szafki pod umywalką i patrzę się pytająco na Claire.
- Boże, widziałam twój tyłek nago tyle razy, że naprawdę. Spokojnie, nie będę patrzyć tak często - chichocze i usadawia się na kiblu. Rozbieram się i szybko wchodzę do gorącej wody w wannie i chowam się za pianą. Jest tak cudownie, olejek robi swoje, a piana oraz świeczki jeszcze bardziej mnie relaksują. Czuję, że moje mięśnie dziękują Claire za tą kąpiel, zresztą, ja też. Podaje mi sandwicha i czekoladę. Dziękuje jej skinieniem głowy.
- Myślisz, coś ciekawego leci w telewizji? Bo jeśli nie, to musimy wziąć twojego laptopa. W sumie obejrzałabym Shreka. Albo Epokę Lodowcową. O, obejrzyjmy ją, proszę, proszę!
- Okej - odpowiadam i chichoczę. Naprawdę się relaksuję. Przez cały ten czas kiedy siedzę w wannie, a nawet kiedy wychodzę, Claire gada. Zrozumiałam, że Ryan jest po prostu chory. Już nie będzie dla mnie stwarzał zagrożenia.
***
- Boże, czy ona musi tak nudzić - szepcze mi Tom do ucha, a ja zaczynam chichotać. Pani Leons odwraca się w moją stronę.
- Vallence, chcesz zrobić ten przykład przy tablicy? Chodź - mówi i pokazuje ręką, żebym wzięła od niej kredę. Biorę i rozwiązuję równanie. Jestem przekonana, że jest dobrze. Gorzej, gdyby wzięła Toma do tablicy - dobra, tym razem ci się upiekło. Jeszcze raz będziecie rozmawiać,a wpiszę uwagę.
Mam ochotę się zaśmiać, ale drzwi od sali się otwierają i widzę naszego wychowawcę. Nie mieliśmy dzisiaj z nim zajęć, ponieważ uczy nas wychowania fizycznego, a w środy nie mamy tych zajęć.
- Witam - mówi - czy Madison może usiąść? - pyta pani Leons, a ona tylko kiwa głową i sama usadawia się na swoim krześle - mam nadzieję, że pamiętacie, że dzisiaj mamy noc w szkole. Nie zapomnijcie przynieś przekąsek i jeśli chcecie, możecie zabrać różne gry, instrumenty muzyczne. Wszyscy niech zjawią się około dwudziestej dwadzieścia.
Claire klaska w dłonie. Sama jestem bardzo zadowolona, ponieważ w ogóle o tym zapomniałam, a cała nasza ekipa zawsze przychodzi. Przebieramy się w piżamy i ogólnie spędzamy całą noc ze sobą. Zawsze łączymy to z innymi klasami, dlatego Jason i Michael mogą z nami uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Pan Delic wychodzi, a w klasie nareszcie rozbrzmiewa dzwonek oznaczający koniec naszych lekcji. W szkole mamy coś takiego, że raz w semestrze możemy zrobić sobie dzień wolny, ale jako,że trzeba jakoś to odrobić, po prostu robimy noc w szkole - zabawy, gry, filmy.
***
Biegnę i mocno przytulam Jasona.
- Nie za dużo tej miłości? - pyta i się śmieje oraz odwzajemnia uścisk.
Odsuwam się od niego i szturcham go w ramię. Claire podchodzi Jasona od tylu i rzuca się mu na plecy, na co przerażony prawie poleciał do przodu. Wszyscy jesteśmy już w piżamach i idziemy w stronę sali. Oczywiście ubraliśmy piżamy na zwykłe ubrania, bo najprawdopodobniej pójdziemy później pograć w coś na zewnątrz. Udostępnili nam boisko szkolne, salę gimnastyczną, łazienki oraz największą salę do fitnessu gdzie jest rzutnik i bardzo dużo puf. Jest naprawdę ogromna, a po prawej stronie są lustra, ma około trzydziestu, trzydzieści pięć metrów kwadratowych. W sali jest około czterdziestu osób, jak widać około dziesięciu osób nie przyszło, ale Lily się zjawiła i siedzi koło Shawna, a jakże inaczej. Przewracam oczami i idę zająć miejsca na pufach, gdy Tom podbiega i przerzuca mnie przez ramię. Piszczę i chichoczę, a kiedy nadal mnie nie puszcza, biję go pięściami po tyłku, bo tylko tam dosięgam. Kocham ich wszystkich, bo potrafią mnie bardzo rozweselić, a takie wspólne nocki bez palenia i picia są jeszcze lepsze niż te z alkoholem i narkotykami oraz papierosami. Rzuca mnie na miękką pufę i zaraz Claire, Jason, Michael, a później Tom rzucają się na mnie i nie mogę oddychać.
- Wystarczy już - śmieje się pan Delic, ale mówi zdecydowanym tonem. Jest naprawdę w porządku nauczycielem i nie ma jakiś idiotycznych zakazów by siedzieć spokojnie przez cały czas - no, to może ktoś zacznie nasz mini konkurs talentów? - pyta, a zaraz Mary podnosi rękę.
Przewracam oczami. Mary chodzi do klasy z Michaelem. To jebana kujonka, tyle, że bardzo przemądrzała i myśląca, że jest fajna. Otóż, nie. Jest szczupła, okej. Ma czarne włosy do ramion. Nie wygląda zbyt ładnie, ale uważa, że jednak tak.
- To miał być konkurs talentów, Mary - mówię złośliwie,a ona tylko posyła morderczy wzrok. Wygodnie się usadawiam i opieram o Claire, a ta głaszcze moją głowę.
Mary wychodzi na środek sali i zaczyna śpiewać. Moim zdaniem okropnie, ale nie wszyscy muszą mieć talent, prawda? Jeszcze kilka osób prezentuje swoje talenty w postaci śpiewania, grania, tańczenia, różnych wygibasów, aż w końcu na środek wychodzi Shawn z gitarą.
- Chciałbym nadmienić, że zbyt dużego talentu nie mam więc najlepiej zatkajcie sobie uszy - dziewczyny zaczynają chichotać więc mam ochotę przewrócić oczami, ale gdy słyszę chichot Mary podnoszę brwi do góry.
Zaczyna śpiewać i grać piosenkę Skinny Love. Osobiście podobało mi się to, ale zostaję niewzruszona. Wszyscy biją brawa, bo naprawdę było bardzo dobrze. Na środek wychodzi Mary.
- Cisza! - krzyczy tym swoim przesłodzonym głosem - może tak ja i Shawn stworzymy duet? Ja coś zaśpiewam, a ty coś zagrasz, co? - pyta się i chichocze.
- No jasne - mówi - co potrafisz zaśpiewać?
- Nic - odpowiadam zamiast niej - ona potrafi być tylko... - nie dokończam, bo Tom zatyka swoją ręką moje usta, a drugą ręką pokazuje by kontynuowała.
- Summertime Sadness Lany - odpowiada, a wcześniej rzuca mi ostre spojrzenie. Dobra, według niej ostre, bo według mnie ani trochę.
- Jasne - mówi i zaczyna grać. Mi serce staje w miejscu, ponieważ przypomina mi to wieczór, który zmienił moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Chwytam rękę Claire i ją gładzę, a Tom zabiera swoją rękę z mojej twarzy. Ich duet stanowi raczej marną parę, ale nie udzielam się. Po prostu śpiew Mary wszystko zepsuł. Pan Delic decyduje, że mamy dziesięć minut przerwy, bo musi zadecydować kto wygra. Prawie wszyscy wychodzą z sali, tak samo my. Idziemy w stronę schodów, a ja na chwilę staję.
- Poczekajcie, muszę iść na chwilę do łazienki - mówię i kieruję się teraz w stronę toalet. Trochę mnie przycisnęło więc muszę skorzystać z kibelka i to jak najszybciej.
Wchodzę do ubikacji i po chwili wychodzę i myję ręce. Gdy idę do reszty, staję przy ścianie i słyszę rozmowę Mary i Shawna. Na szczęście mnie nie widzą.
- Wiesz ile ona złych rzeczy o tobie gada? - pyta Mary, a ja zamieram. Domyślam się, o kim to - takie plotki, że...
- Proszę cię - mówi - pozwól, że sam ocenię Madison - czyli jednak miałam rację.
- Ja ci tylko dobrze radzę. Każdego chłopaka wykorzystywała do wiadomych celów, a później udawała cnotkę niewydymkę. Jest okropna! A później jeszcze się nad nimi znęcała psychicznie i fizycznie!
Tego było za wiele. Wychodzę zza ściany i podchodzę do niej, zostawiając małą przestrzeń.
- Po pierwsze - spluwam - nie jestem szmatą, w przeciwieństwie do ciebie. Po drugie, gówno cię powinno obchodzić to co robię i z kim w łóżku - udaję zamyśloną - no tak, ty nie masz życia - kiwam głową na potwierdzenie własnych słów i zaczynam chichotać - przykro mi, że tak bardzo cię to zainteresuje.
- N-niech on po-powtórzy to co mi po-powiedział! - jąka się, mówi głośno, prawie, że aż krzyczy.
- Nic nie mówiłem. Mówiłem tylko, że.... - nie zdąża zakończyć, bo Mary rzuca mu się na szyję i zaczyna go całować.
***