Wszystkie osoby przy stolikach przysłuchują się z ciekawością. Rozpoznaję utwór. To Summertime sadness Lany Del Rey. Gra na gitarze i śpiewa jeszcze kilka utwórów, a gdy kończy, na sali każdy wstaje i zaczyna bić brawo. Przewracam oczami. Czy my, kurwa, jesteśmy na jakimś idiotycznym koncercie? myślę, ale wstaję i cicho klaskam, by rodzice się nie przyczepili, że zachowuję się niestosownie. Na scenę wchodzi jeszcze kilka nastoletnich artystów, a następnie wszyscy zasiadają do stolików by zjeść coś ciepłego. Jared podchodzi i mnie przytula. Odwzajemniam uścisk i gratuluję mu pięknego występu, choć wcale tak nie sądzę. Ma talent, ale powinien jeszcze poćwiczyć przez przynajmniej dwadzieścia lat by wyjść na prawdziwą scenę. Shawn podchodzi i przedstawia się moim rodzicom, podając im rękę - i oczywiście - zaczyna od mojej matki. Gentelmen, myślę i przewracam oczami. Widzę tylko zaciskającą się szczękę mojej rodzicielki więc wiem, że jeszcze coś zrobię,a mogę pożegnać się z wyjściami i telefonem. Shawn podaje mi rękę i mam ochotę popatrzyć na niego jak na idiotę, ale czuję na sobie wzrok matki, więc odwzajemniam uścisk i wypowiadam swoje imię.
- Słucham? - mówi i nachyla się trochę by usłyszeć to co powiem - przepraszam, nie zrozumiałem - i obdarowuje mnie swoim uśmiechem. Podnoszę jedną brew do góry.
- Madison - warczę, ale zdobywam się na pełny uśmiech. Boże, moja matka tak mnie ogranicza.
Śmieje się i siada koło swojego ojca, a naprzeciwko mnie. Zmuszam się by zjeść odrobinę kurczaka w sosie waniliowym, którego przed chwilą podano, ale jakoś tracę apetyt. Mam ochotę przywalić Shawnowi w twarz, bo czuję ciągle jego wzrok na mnie. Wkurzona patrzę w jego stronę, ale on w najlepsze gada z moją rodziną. Kręcę głową ze zdziwienia. To paranoja. Nienawidzę go, przez niego nie czuję się komfortowo. Chwytam moją matkę za ramię.
- Mamo, źle się czuję. Możemy wracać do domu? - Pytam się jej.
- Ty sobie chyba żartujesz, prawda? Jestem w środku rozmowy i masz czelność mi przerywać. Zresztą, wiesz, jaka jest umowa. Jeszcze godzina cię nie zbawi - syczy i odwraca się w stronę Shawna z uroczym uśmiechem, próbując ponownie nawiązać konwersację, ale on jej przerywa.
- Jeśli naprawdę Madison źle się czuje, to nie ma problemu, mogę ją odwieźć. Przyjechałem własnym autem - deklaruje, na co szybko reaguję.
- W takim wypadku czuję się wyśmienicie i mogę zostać jeszcze dziesięć godzin jeśli macie taką ochotę - warczę.
- Skoro tak mówisz - zaczyna moja matka. Zaczynam się cieszyć, ale widzę, że kieruje słowa do tego pieprzonego chłopaka - proszę, zawieź ją. Będę naprawdę wdzięczna.
Co za idiotka. Oddaje mnie w ręce jakiegoś nieznajomego, a gdy chcę wyjść z kolegami, to mi nie pozwala. Podaje mi klucze i patrzy surowo. Przewracam oczami i biorę je w rękę, a następnie chowam do kieszeni. Wstaję i idę przed siebie, ale Shawn mnie wyprzedza i przytrzymuje mi drzwi oraz przepuszcza przez nie. Jest około dwudziestej pierwszej i zaczynają mnie przechodzić dreszcze. Chyba wyleżę dwa tygodnie w łóżku, choć mam nadzieję, że to jednodniowa choroba. Shawn zauważa, że się trzęsę.
- Chcesz moją bluzę? - Pyta.
- Nie widzę, żebyś jakąś miał, więc to idiotyczne pytanie - warczę i patrzę na niego spod byka.
- Proszę - wyciąga ją z plecaka i mi ją podaje.
- Daleko zaparkowany masz samochód? - Pytam się niegrzecznym tonem.
- Pięć minut piechotą. Widzę, że ci zimno. Ubierz ją, proszę - mówi.
Wcale nie mam ochoty jej ubierać, ale jest mi tak zimno, że zmuszam się by ją chwycić i na siebie nałożyć. Jest trochę za duża, ponieważ Shawn ma około metr osiemdziesiąt trzy wzrostu, przynajmniej tak wysoki się wydaje. Wącham ją i czuję piękne perfumy.
- Hugo Boss - mruczę i wdycham ten wspaniały zapach.
- Tak, zgadza się - śmieje się, a ja od razu chwytam się za usta. Boże, wcale nie chciałam tego powiedzieć ani zrobić. Czuję się głupio. Postanawiam, że nie odezwę się do końca podróży. Gdy jesteśmy przy jego samochodzie, otwiera mi drzwi. Trudno mi określić markę, nie jest za nowy, ale nie jest też stary. Siadam i zapinam pasy. Shawn wsiada do samochodu i podaje mi GPS-a prosząc, żebym wpisała adres. Wykonuję polecenie i opieram się o oparcie. Włącza cicho muzykę i co chwilę spogląda na mnie.
- Nie masz na co się gapić? - pytam i zaczynam kaszleć.
- Nic ci nie jest? Może chcesz żebym się zatrzymał? - pyta. Patrzę na niego spod byka, ale widzę zatroskany wyraz twarzy. Nie zatroskany, na pewno nie. Obawia się, że obrzygam mu tapicerkę.
- Chcę być w domu i nie siedzieć z tobą w tym zasranym aucie - warczę i spoglądam na widoki za oknem, ale kątem oka wyłapuję jego przeczący ruch głową i uśmiech. Nie wytrzymuję - no, powiedz, jaka ze mnie idiotka - odwracam się z impetem w jego stronę - żałosna dziewczyna, głupia i brzydka złości się na ciebie. No powiedz to głośno, nie wstydź się - oddycham ciężko, ponieważ moja irytacja wzrasta z każdą sekundą.
- Nic takiego nie powiedziałem ani nie pomyślałem - uśmiecha się i parkuje samochód. Dopiero teraz orientuję się, że jesteśmy przed moim blokiem, apartamentowcem, jak zwał tak zwał. Szybko wychodzę z samochodu i idę po schodach w stronę drzwi prowadzących do mojej klatki wejściowej, za chwilę słyszę jego głos - poczekaj, odprowadzę cię pod same drzwi, to nie jest dobry pomysł żebyś szła sama!
- PIERDOL SIĘ - wykrzykuję i biegnę pod same drzwi mojego mieszkania. Na szczęście nie słyszę żadnego odgłosu oprócz mojego oddechu, więc wiem, że za mną nie pobiegł. Odkluczam drzwi, wchodzę do mieszkania oraz zakluczam je na wszystkie spusty. Zdejmuję buty i zostawiam je brzydko poukładane w przedpokoju, a następnie kieruję się w stronę mojego pokoju. Tam przebieram się w piżamę, piszę esemesa do rodziców, że jestem już w domu i kładę się do łóżka. Nie mam ochoty na prysznic, tylko na sen. Mój telefon zaczyna wibrować, więc spoglądam zmęczona na ekran i wyświetla się nazwisko Ryana. Przewracam oczami, odrzucam połączenie i wyłączam telefon. Gaszę światło i chowam się pod ciepłą pierzyną, a niedługo po tym dopada mnie błogi sen.
***
Rozdziały póki są krótkie, bo wszystko piszę na bieżąco i po prostu staram się, by były jak najszybciej. Proszę o zostawienie komentarza z opinią!
Kolejny świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńAgata
Fantastyczny!!!
OdpowiedzUsuńSuper, naprawdę szkoda, ze krótki, ale lepszy rydz niż nic! Nie mogę się doczekać reszty!�� ��
OdpowiedzUsuńSuper ! Bardzo mi się podoba.czekam na wiecej
OdpowiedzUsuńzajebiste, brakuje naglych zwrotow akcji, ale mam nadzieje, ze nadejda.
OdpowiedzUsuń