- Proszę, puść mnie - syczę, a Ryan spogląda to na mnie i na Shawna. Puszcza, ale widzę jego wkurzoną minę.
- Po co mu twój numer? - warczy.
- Robimy razem projekt, przecież wiesz, że sama bym tego mu nie zaproponowała - odpowiadam równie zdenerwowana jak on i pocieram miejsce, w którym ścisnął swoją dłoń. Odwracam się w stronę Shawna i czuję rękę Ryana na moim tyłku. Biorę ją i przekładam na biodro, a Ryan mocno przyciska mnie do siebie.
- Ryan, chłopak Madison - spluwa i widzę, że zazdrość opanowuje jego ciało. Automatycznie mam łzy w oczach i próbuję załagodzić dotykiem sytuację, ale to nie wiele daje. Od zawsze traktuje mnie przedmiotowo, więc oprócz tego, że może zrobić fizyczną krzywdę Shawnowi to mi psychiczną - jeśli ją kurwa dotkniesz, to możesz się pożegnać z rękoma, nogami i życiem. Ona jest moja i gdy zobaczę, że próbujesz z nią porozmawiać poza projektem, zajebię cię i obiecuję, że to będzie twój największy koszmar.
- Proszę, Ryan, uspokój się - szepczę i opanowuję smutek w głosie, ale nie do końca mi się to udaje. W sumie, Ryan nigdy by tego nie zauważył więc nie mam o co się martwić.
- Zamknij pysk, bo nie rozmawiam z tobą - mówi do mnie, a ja odsuwam się o kilka metrów od niego i kręcę głową z niedowierzania - kurwa, sorki Madison.
- Zapisuj - kieruję te słowa do Shawna i zaczynam dyktować numer. Przez moment stał bez ruchu, ale za chwilę widzę, że wyciąga komórkę i notuje - A ty - patrzę się na Ryana - przestań tak robić - mówię cicho i idę w drugą stronę.
- To kurwa twoja wina! - słyszę i spanikowana się odwracam.
- NIEE! - krzyczę i widzę jak Ryan przygotowuje się by uderzyć Shawna. Na moje szczęście daleko nie odeszłam, więc zanim wydaje cios podbiegam i rzucam się na Ryana. Nie spodziewał się niczego więc udaję mi się go popchnąć.
- Nigdy więcej - spluwam - nie zwalaj na innych swojej pieprzonej winy! Przestań się wyżywać na innych! - Mówię głośno i przyciszam głos - jeszcze raz jak kogoś pobijesz, wylecisz z szkoły, pamiętasz? - patrzę się na niego ze zmartwieniem.
- Zostaw mnie w spokoju, bo zaraz i ciebie uderzę - mówi odchodzi, a ja krzywię się, bo przypomniał mi o tym jak dostałam od niego z liścia w twarz, bo powiedziałam mu o swoich obawach związanych ze zdradą. Za chwilę mnie przeprosił i od tego czasu ani razu fizycznie mnie nie skrzywdził, no chyba, że mam liczyć jego rękę zacisniętą wiele razy na moich rękach z powodu złości. Widzę, że i tak opanowuje się od tamtego czasu i mam nadzieję, że się zmieni. To było dwa miesiące temu więc to bardzo dobry postęp. Widzę, jak Shawn podchodzi do mnie. Przewracam oczami.
- Nic mi nie jest - uprzedzam jego pytanie - zadzwoń dzisiaj wieczorem i umówimy się na konkretną godzinę, bo nie wiem czy idę jutro do szkoły - zanim zdąży coś odpowiedzieć, idę w stronę szafek i chowam książkę do matematyki. Nie mam jej jutro, a w środę jest ostatnia więc zdążę ją wziąć i pójść na lekcję.
-MADISON! - słyszę piskliwy głos Claire i czuję jak jej ramiona zawijają się wokół moich barków, a za chwilę odskakuje - nie uwierzysz! Dzisiaj jest impreza! - piszczy i zaczyna skakać. Jej wielka ekscytacja jest spowodowana....niczym. Imprezy w naszym budynku odbywają się prawie ciągle - musisz dzisiaj do mnie przyjść, pomóc mi wybrać jakąś kieckę i zrobić mi fryzurę! - wylicza - oczywiście wpadniesz? - patrzy na mnie błagalnymi oczami. Śmieję się.
- Oczywiście, że tak - widzę jak skacze i śmieję się jeszcze bardziej - nie wiem jednak, czy będę mile widziana. Pokłóciłam się z Ryanem - mówię i krzywię się jak przypominam sobie jego słowa.
- Oj tam - wzrusza ramionami. Oto jest i moja Claire - obojętna na to co się dzieje wokół niej, najważniejsze jest to, żeby ona była szczęśliwa. I przez to ją lubię - mogę się jej zwierzyć, a ona pomoże jak jej się będzie chciało, ale nie rozpamiętuje tego - pokażemy Ryanowi, że warto się z tobą pogodzić! - zaczyna klaskać jak foka a następnie zamyka moją szafkę, bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę sali gdzie mamy następne zajęcia, a przez całą drogę gada o nadchodzącej imprezie. Nie mogę powstrzymać się od przewrócenia oczami.
***
- Nie to - mówię znudzona i widzę kwaśną minę Claire - ty naprawdę chcesz się spóźnić. Do dziewiętnastej brakuje trzydziestu minut, a ty nawet nie wybrałaś stroju.
I tak na pewno wybierze spodenki do połowy ud i bluzkę ledwo zakrywającą brzuch więc nie wiem po co wyciąga wszystkie ubrania. Tak jest zawsze.
- Dobra, biorę to - pokazuje spodenki z cekinami i bluzeczkę na ramiączkach. Przewracam oczami. Czego można byłoby się po niej spodziewać? Na pewno nie ładnego stylu. Szybko się przebiera. Dziwię się, że nie jest jej nigdy zimno. Ja mam na sobie dzisiejszy strój - oczywiście oprócz bluzy Shawna, którą schowałam do szafy. Później ją wypiorę, obiecuję sobie. Zamiast jego bluzy mam zwykły sweterek. Claire śmiała się z mojego stroju i stwierdziła, że kujonom takim jak Shawn na pewno bym się spodobała. Spojrzałam na nią jak na wariatkę i stwierdziłam, że nie będę ubierać się jak dziwka, a ta zaczęła bić mnie poduszkami. Śmieję się na samą myśl o tym i wracam do rzeczywistości. Claire już usadowiła się przede mną i czeka aż coś zrobię z jej włosami. Jest farbowaną rudą dziewczyną i ma włosy do szyi. Pasuje jej to do jej ciała, bo ma wszystkie potrzebne okrągłości. Dziwię się, że Ryan jest ze mną, a nie z nią, ale wiem, że obydwóm chodzi tylko o jedno i była to jednorazowa przygoda zanim jeszcze się z nimi zaprzyjaźniłam. Prostuję jej włosy, grzywkę za to faluję i kręcę. Wygląda jakby miała dziewiętnaście lat. Maluje sobie usta czerwoną szminką i mi ją podaje. Odkładam ją na blat, ponieważ dzisiaj nie mam ochoty na jakieś strojenie, za to ona - bardzo dużą. Wiem, że trochę jej to zajmie. Słyszę dźwięk esemasa i patrzę na wyświetlacz. Jared wysłał mi jakiś plik z dopiskiem:
Jeden koleś nagrał cały koncert, słychać mnie do dziesiątej minuty.
Zawsze wysyła mi swoje nagrania więc ściągam je i wysyłam mu wiadomość, że odsłucham jak wrócę do domu. Lubię słuchać jego piosenek - pomimo fałszu i niezbyt dużych umiejętności. Gdy Claire jest gotowa, wychodzimy i idziemy do budynku w którym ma się odbyć impreza. Jest oddalony jakoś dziesięć minut od domu Claire, a pięćdziesiąt pięć minut od mojego. Bronx wcale nie jest taki zły jeśli przebywasz tu dłuższy czas.
- Czy Ryan wie, że będę? - pytam się.
- Nie - mówi i chichocze. Boże, jakie to wkurzający dźwięk - myślałam, że jak cię zobaczy seksi ubraną to ci wybaczy, ale nic z tego - jest zadowolona ze swojego żartu.
- Dla ciebie "seksi" to zdzirowato - mówię i czuję jej rękę na moim barku. Śmiejemy się jak głupie.
Przed budynkiem wita nas zapach papierosów i jointów oraz innych używek. Widzę w oczach Claire podekscytowanie. Gdy wchodzimy do środka widzę około dwustu, jak nie więcej osób. Kierujemy się w stronę stołu, gdzie zawsze siadamy w szóstkę.
- Heej! - krzyczy Claire i przytula każdego z nich. A dokładniej Jasona, Toma i Michaela, bo nigdzie nie widzę Ryana. Robię to co ona, a na ich twarzach widzę zdenerwowanie.
- Coś nie tak? - pytam, a żaden z nich nie odpowiada - przytuliłam was, bo nigdzie nie widzę Ryana. Pewnie stoi za mną, co? I się boicie?
- Nie, to nie tak - mówi Michael i odwraca wzrok - myśleliśmy, że cię nie będzie.
- Gdzie jest Ryan? - Czuję jak atmosfera robi się coraz gęstsza - odpowie mi ktoś? - niecierpliwię się.
- Chcesz się napić? - pyta Jason. Czuję, jak moja irytacja rośnie z każdą sekundą.
- Gdzie on jest do cholery? - syczę.
- U góry - szepcze Tom - ale to nie tak jak myślisz.... - rozglądam się wokół i znajduję schody. Nigdy u góry nie byłam, bo nie miałam zamiaru. Piętro gdzie znajduje się Ryan jest zwane pukalnią, ale nie mam wyboru, muszę tam iść. Kieruję się w stronę schodów i słyszę jeszcze głos Toma, który prosi, żebym ich nie wydała.
Muszę mieć dowód. Może poszedł do góry po to by z kimś porozmawiać? Jestem tak zdesperowana, że nawet pocałunek mogłabym mu wybaczyć. Ale to nie ma sensu. Jeśli teraz coś robi to będzie definitywny koniec naszego związku. Przeciskam się przez tłum ludzi i wreszcie wchodzę po schodach.
- Ej, mała, tak sama? Szukasz towarzystwa? - pyta się mnie jakiś oblech. Popycham go na barierki i trzymam go za bluzkę.
- Gadaj, gdzie jest Ryan!?! - patrzy na mnie zdziwiony, ale wiem, że zna Ryana. Każdy go zna - W KTÓRYM POKOJU SIĘ PYTAM?!
- Sto szóstym. To nie ja ci powiedziałem - puszczam go, a on szybko ucieka. Co ten alkohol robi z ludźmi. Nie doprowadziłabym siebie do takiego stanu. Chyba.
Po pięciu minutach kręcenia się po długich korytarzach i szukania pokoju odnajduję pomieszczenie z numerem sto szóstym. Głęboko oddycham i otwieram drzwi. Wchodzę do pokoju i zaraz żałuję, że tu weszłam. Pomimo, że są w ubraniach mam odruch wymiotny. Całuje jakąś inną dziewczynę. Na tym idiotycznym łóżku. Co.Za.Dupek.
- Nienawidzę cię - szeptam, ale Ryan dosłyszał to. Automatycznie schodzi z dziewczyny i staje wyprostowany - nienawidzę cię tak bardzo - mówię głośniej.
- To nie tak, ja po prostu... - mówi i podchodzi, ale cofam się.
- Nie podchodź - mam łzy w oczach, ale staram się je powstrzymać - zostań z nią. Nie mam ci nic do powiedzenia - zamykam po cichu drzwi i łzy zaczynają mi płynąć niekontrolowanie. Czuję na sobie ramię. Odwracam się i widzę Toma. Przytulam się mocno i zaczynam szlochać. Sprowadza mnie na dół i usadawia pośród naszej ekipy. Każdy siedzi cicho, a Claire przesiada się bliżej mnie i obejmuje mnie delikatnie. Odwzajemniam uścisk i ocieram łzy. Po około pięciu minutach uspokajam się. Nie wiedziałam, że przyjmę to tak.... normalnie? Nie urządziłam mu awantury. Nie zrobiłam nic. Może to go zdziwiło, ja po prostu byłam na taką ewentualność przygotowana.
- Jak długo to trwa? - pytam ich. Jason zabiera głos.
- Jakoś dwa miesiące - mówi i zaczyna go bronić - ale po prostu mówił, że nie zaspokajasz jego potrzeb do końca.
- Przestań go bronić - denerwuję się - nie spałam z nim ani razu i cieszę się, że tego nie zrobiłam. Pomimo tego, że mnie uderzył, to.... - łapię się za usta, bo wiem, że nikt o tym nie wiedział. Michael od razu reaguje.
- Czy on cię uderzył? - dopytuje się.
- Posłuchajcie, to i tak nie jest ważne. Proszę, dajcie mu spokój. Nie chcę go znać, a bez sensu rozpatrywać tę sprawę, wmieszacie w to wszystkich - odpowiadam.
- Czy to koniec naszych wspólnych spotkań? - pyta się Claire i widzę łzy w jej oczach. To właśnie ona, przejmuje się sobą w takich sytuacjach.
- Nie, oczywiście, że nie! - pociągam nosem i przytulam ją mocno - po prostu będziemy tak robić, że wykluczymy go z naszych wspólnych spotkań. I nie będę miała nic przeciwko, jeśli nadal będziecie się z nim trzymać.
- Może coś mocniejszego na rozluźnienie? - pyta się Tom i delikatnie uśmiecha.
Kręcę głową. Nie mam zamiaru przez niego brać narkotyków. Tylko wtedy kiedy najdzie mnie ochota.
- Pójdę do domu - mówię i dzwonię po taksówkę. Wybulę niezłą kasę za ten przewóz, ale nie mam ochoty iść sama kiedy jestem tak zdenerwowana.
Wychodzę na zewnątrz i taksówka pojawia się w przeciągu dziesięciu minut. Zawsze noszę pieniądze przy sobie, rodzice nie pozwoliliby mi wyjść bez gotówki, bo myślą, że poruszam się tylko po naszej dzielnicy. W taksówce ciągle płaczę. Wchodząc do mieszkania staram się robić jak najmniejszy hałas by matka nie widziała mnie w tym stanie. Zacznie mnie przesłuchiwać i znowu się pokłócimy o to, że nie mówię jej wszystkiego. Zamykam za sobą drzwi do pokoju i kieruję się do mojej łazienki. Tam zdejmuję ubrania i wchodzę pod prysznic. Szoruję moje ciało mydłem waniliowym,a następnie myję włosy. Ubieram swoją piżamę i rzucam się na moje łóżko. Jest dopiero dwudziesta, a ja jestem strasznie zmęczona. Słyszę dźwięk esemesa.
Hej, tu Shawn. Mogę zadzwonić? Jeśli Ty to Ty, to napisz mi swoje imię, proszę:)
Tu Madison. Nie mogę rozmawiać. Możemy spotkać się po lekcjach, o szesnastej w bibliotece, którą poleca szkoła. Dobranoc.
Na poprawę humoru postanawiam puścić sobie muzykę. Zakładam słuchawki i odszukuję wysłany przez Jareda plik. Włączam go i przez pierwsze dziesięć minut słyszę jego fałsz i uśmiecham się pod nosem. Słyszę głos Shawna. Rozglądam się wokół i dopiero wtedy sobie uświadamiam, że jest na nagraniu. Zasypiam słuchając jego głosu.
***
Wchodzę do biblioteki i kieruję się do stołów z komputerami. Jest już szesnasta dziesięć, ale na pewno czeka. Mam na sobie kremową sukienkę przed kolana, biały sweterek i czarne obcasy. Matka gdy dowiedziała się, że wychodzę robić projekt w publicznym miejscu kazała mi się ubrać przyzwoicie, jak na naszą rodzinę przystało. Włosy ładnie mi się same ułożyły w fale więc nawet ich nie dotykałam. Widzę go. Jest tak wysoki, że trudno go nie zauważyć. W szkole nawet nie rozmawialiśmy, ciągle Tom, Claire, Jason i Michael dotrzymywali mi towarzystwa, a Ryan się nie pojawił. Nadal trudno mi się pozbierać, ale przynajmniej się wyspałam co rzadko się zdarza. Obok stoi ktoś kogo na pewno znam. To Lily. Podchodzę do nich.
- Co ona tu robi? - pytam się.
- Poprosiłem dyrektora by Lily mogła z nami robić projekt. Nie zdążymy sami zrobić tak dużego materiału więc każda pomoc się przyda - mówi i uśmiecha się do niej. Na jej twarz wstępują rumieńce. Z jednej strony czuję ulgę, bo nie będę się czuła aż tak niekomfortowo jakbym była tu tylko z nim, a z drugiej strony wkurzam się, ponieważ wiem, że sami dalibyśmy radę, ale nie komentuję tego. Każdy z nas zasiada do komputera i zaczynamy pracę. Jesteśmy tu sami i Shawn z Lily rozmawiają dosyć głośno. Ja się prawie nie udzielam, a mam ochotę skomentować jej rumieńce, jąkanie i wszystko inne, o Shawnie nie wspominając. Po sześćdziesięciu minutach Lily musi iść, bo ma dodatkowe zajęcia z biologii. Resztę czasu spędzamy w ciszy, od czasu do czasu Shawn próbuje zagadać, a ja tylko podsuwam mu materiał pod nos. Po dwóch godzinach wychodzimy z biblioteki ze skończonym projektem.
- Masz ochotę zjeść obiad? - pyta się z grzeczności.
- Nie, będę szła już do domu. Nie zapomnij przynieść projektu jutro - macham mu na pożegnanie i odwracam się w drugą stronę. Wiatr nie jest zbyt mocny. Staję w miejscu, bo widzę Ryana. Cofam się do tyłu. Boże, jest naćpany. Tak naćpany, że ledwo trzyma się na nogach. Macham ręką do tyłu i próbuję powiedzieć imię Shawna, ale nie daję rady. Serce bardzo szybko mi bije. Chwyta mnie za ramię i rzuca na ścianę. Ledwo co utrzymuję równowagę. Szybko znowu mnie dopada i zaczyna przyduszać.
- Powiedz no dziwko, puściłaś się z nim? No, powiedz idiotko - i mocniej dopiera do ściany - ze mną nie chciałaś i masz oto pretensje - przybliża głowę do mojej - ale spokojnie, zaraz to zrobisz - śmieje się i puszcza mnie. Upadam na ziemię i próbuję złapać oddech. Podnosi mnie do góry i zrywa ze mnie sweter.
Mam łzy w oczach. Nikt się teraz tu nie kręci, jest to rzadko odwiedzana ulica. Nie mogę nic z siebie wydusić i rozglądam się wokół szukając pomocy. Na końcu ulicy widzę Shawna odwróconego plecami i korzystającego z telefonu. Stał za daleko by usłyszeć słowa Ryana. W tym czasie Ryan dociska mnie do ściany i próbuje podciągnąć sukienkę, ale odpycham go trochę. Zbieram całą siłę w sobie i krzyczę głośno:
-SHAWN! - widzę, że usłyszał, bo odwraca się. Następnie upadam na kolana i zaczynam kaszleć.
***
Super, akcja robi się coraz bardziej wciągająca! Nie mogę się doczekać, aż Shawn uratuje Madison w następnym rozdziale! :D
OdpowiedzUsuńAgata
Matko, zawsze kończysz w takim momencie, ale to dobrze, chociaz mamy na co czekać. :D ��
OdpowiedzUsuńSuper rozdział jak zwykle:)
OdpowiedzUsuńSuper rozdzial !!! Już nie moge doczekac się nastepnego
OdpowiedzUsuńryan gwalciciel jebany. dobry rozdzial, koncowka jak zwykle top notch, trzymassz w napieciu;)
OdpowiedzUsuń